Nina. Maluje rysunki na ścianach, dokazuje, biega. Wszędzie jej pełno. Ma dopiero trzy lata, ale odwiedziła więcej gabinetów lekarskich niż nie jeden dorosły. Po fali przeziębień i złego samopoczucia wystąpiły bardzo silne objawy. Atopowego zapalenia skóry. Czerwone suche, swędzące plamy objęły cale ciało: nogi, ręce, szyje, klatkę piersiową, a nawet powieki! To byt koszmar – wspomina Anna Tubicz, mama dziewczynki. – Objawy były tak silne, a leczenie tak nieskuteczne, ze stan skóry stale sie pogarsza!. Pediatra, dermatolog, alergolog. I tak w kółko. Chodziliśmy do najlepszych specjalistów, polecanych na forach dla rodziców. Od jednego z lekarzy usłyszałam, ze jak tak dalej pójdzie, to doprowadzę do tego, ze córka dostanie astmy. A przecież robiłam wszystko, by jej stan sie nie pogarszał, a objawy ustąpiły! W rezultacie Nina dostawała kolejne recepty na leki sterydowe i antyhistaminowe, a poprawy nie byto. Nawet jeśli stepowata, to tylko na chwile. Anna postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Stosowała specjalne środki do kąpieli, regularnie nawilżała skóre córki, wprowadziła do diety dziecka ekologicznie czysta żywność, nawet sama piekła chleb. – Znajomi, którzy nas odwiedzali, mieli wielki problem, co matej przynieść w podarku. Żartowali, ze tylko kredki, bo wszystko inne może jej zaszkodzić mówi mama dziewczynki. Nina i przeziębienia Właśnie w poszukiwaniu nowych sposobów na urozmaicenie diety kilkulatki Anna trafia do sklepu ekologicznego „Bio-market” we Wrocławiu. Tam od właścicielki, Bogumiły Cichockiej (w Akunie od 2006 roku),po raz pierwszy ustyszata o Alveo. Wówczas prócz ciasteczek, wędlin i slodyczy przyniosła do domu zaproszenie na spotkanie informacyjne o ziołach. Poszła, posłuchała, kupiła Alveo i natychmiast rozpoczęła podawanie dziecku oraz sobie. Pierwszy efekt? Nina przestała sie przeziębiać. Nie męczyły jej katary, kaszle, stany podgorączkowe, problemy z gardłem. – Bylismy zaskoczeni i bardzo zadowoleni – opowiada wroclawianka. – Córka czuła sie tak dobrze, jak w czasie naszego pobytu we Francji, nad morzem, gdzie mieszkaliśmy przez kilka lat. Tam nie mięliśmy zdrowotnych problemów z córka, prawdopodobnie sprawiał to łagodny klimat nadmorski. We wrześniu ubiegłego roku wróciliśmy do Wrocławia i zaczęły sie pielgrzymki do gabinetów lekarskich. Od stycznia – od kiedy w lodówce u państwa Tubiczów stoi zawsze napoczęta butelka Alveo – Nina może ze dwa razy mila katar, a poważniejsze przeziębienie raz. Nie było potrzeby stosowania kuracji antybiotykowej, która wczesniej lekarze aplikowali dosc czesto. Zdecydowanie poprawili sie również stan skóry. Stopniowo ustępowały uporczywe, swędzące liszaje, a dziś, jesli juz pojawiaja sie czerwone plamki, to sa wielkosci dziesieciogroszowej monety, a nie denka od szklanki. – Obserwuje tez wiele innych zmian w zachowaniu córki. Ninka wreszcie spokojnie sypia, a mila z tym problemy od urodzenia. Wypróżnia sie regularnie i nie uskarża na brzuszek. Jest żywiołowym, ciekawym świata dzieckiem, a nie maruda. Chodzi do przedszkola i przewraca dom do góry nogami! Anna i migreny Anna przez cale lata cierpiała na bóle głowy. Migreny były tak silne, ze odbierały radość życia i chęć wstawania z lóżka. Wymioty, nadwrażliwość na światło, fatalne samopoczucie powodowały, ze młodą kobieta zamiast czerpać garściami z życia, zamykała sie w ciemnym pokoju, łykała coraz silniejsze leki przeciwbólowe i czekała końca bólu. – Nie ruszałam sie nigdzie bez odpowiedniego zapasu środków przeciwbólowych. Świadomość, ze ich nie mam przy sobie i nie mogę wziąć w odpowiednim momencie, była paraliżująca opowiada wroclawianka. – Kiedys zdarzyla sie taka sytuacja we Francji. Tam leki sprzedaje sie wyłącznie w aptekach, nie sa dostępne w supermarketach i na stacjach benzynowych, jak u nas. A my pojechaliśmy na wycieczkę. Zapowiedz bólu przyszła podczas jazdy autem. Nie miałam przy sobie listka tabletek. Uratowała mnie sprzedawczyni na stacji benzynowej. Dala swój zapas. Sama miewała migreny, wiec wiedziała, jaki to koszmar. Anna miała równie~ kłopoty ze spaniem. Zaczęło sie od tego, ze nadmiar pracy i stresu rozregulował codzienny zegar – wieczorami mimo całodniowego zmęczenia sen nie nadchodzi!. A jak już sie udało zasnąć, pobudka następowała po 3-4 godzinach. – Nie chce mówiąc, ze jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale moja sytuacja sie diametralnie zmieniła. Nie mam problemów z zasypianiem, nie budzę sie niepotrzebnie w nocy, no, chyba ze mnie córka wola. Powoli tez zapominam o migrenach. Miewam jeszcze bóle głowy, ale nie można ich porównać do tych sprzed niespełna roku, zanim siegnelam po Alveo. Wiecej czasu dla rodziny Anna z wykształcenia jest biotechnologiem. Zanim urodziła dziecko, pracowała na etacie w firmie. Dzisiaj wie, ze stale zajęcie, z określonymi godzinami pracy, w jednym miejscu to nie dla niej. Po pierwsze nie mogła by poświęcić córce tyle czasu, ile obie potrzebują, a po drugie rutyna zabija zadowolenie z wykonanego zadania. Dlatego… – Zajęłam sie działalnością w Akunie. Dzięki temu mam sporo czasu dla siebie, rodziny, przyjaciół. Poznaje nowych ludzi i ciągle czegoś sie uczę. Tak naprawdę przypadkowe w sumie spotkanie z Alveo zmieniło cale moje życie. Nie pędzę codziennie o ósmej rano do biura. Prace rozkładam tak, by wyjść a kilkugodzinny spacer z córka bez poczucia winy, ze cos w tym czasie zaniedbuje. A poza tym czuje sie naprawdę świetnie: dobrze śpie, nie napadają mnie ataki migreny. Uwolniłam sie od przymusu noszenia tabletek przeciwbólowych w torebce. I mogę realizować po kolei swoje plany i marzenia. Teraz budujemy dom…
Artykuł z czasopisma: „Zdrowie i sukces”